W sobotę 6 września odbyło się Narodowe Czytanie "Trylogii" Sienkiewicza pod patronatem Prezydenta Bronisława Komorowskiego. Również nasze Koło wraz z zaprzyjaźnionymi miłośnikami Sienkiewicza postanowiło włączyć się w tę akcję. Jeśli chcecie zobaczyć efekty naszej pracy, kliknijcie w link poniżej. Przyjemnego oglądania!
Fragment "Ogniem i mieczem"
niedziela, 7 września 2014
niedziela, 22 czerwca 2014
Mistrzostwa romantyzmu i pozytywizmu - fotorelacja
![]() |
| Otwarcie sympozjum przez prof. dr hab. Grażynę Halkiewicz-Sojak |
![]() |
| Jakub Osiński w czasie swojego wystąpienia |
![]() |
| Jola Ronowska i Maciej Kaźmierkiewicz - przewodnicząca i wiceprzewodniczący Dziewiętnastowiecznych |
![]() |
| Prof. dr hab. Ewa Owczarz |
![]() |
| Katarzyna Czernic w czasie swojego wystąpienia |
![]() |
| Kamil Szczepanik w czasie jednego ze swoich wystąpień |
![]() |
| Spojrzenie ogólne |
piątek, 20 czerwca 2014
Mistrzostwa romantyzmu i pozytywizmu
12 czerwca 2014 r.
odrodziła się zapomniana w ostatnich latach tradycja. W Sali Kolankowskiego
odbyły się mistrzostwa romantyzmu i pozytywizmu. O 10:00 prof. dr hab. Grażyna
Halkiewicz-Sojak oficjalnie otworzyła sympozjum i wręczyła nagrody autorom
najlepszych w tym roku prac zaliczeniowych. Następnie głos oddano już mistrzom.
W części romantycznej mogliśmy posłuchać o Fauście
Goethego w zwierciadle Irydiona i Nie-boskiej komedii Krasińskiego, ale
także o nieporównanie mniej znanych utworach Michała Budzyńskiego czy Józefa
Łapsińskiego. Część pozytywistyczną zajęły za to rola kobiet w prozie
Sygietyńskiego i kwestie pedagogiczne w Braciach
Tatarach Dygasińskiego. Dyskusja po wszystkich wystąpieniach nie należała może
do najburzliwszych, za co odpowiadało jednak zrozumiałe pod koniec semestru
ogólnouczelniane sesyjne zmęczenie. Obrady zamknięto zgodnie z planem – co do
minuty – o 12:10.
Jak podkreślała, prof.
Halkiewicz-Sojak, wielu uczestników romantycznych i pozytywistycznych
mistrzostw sprzed lat, zostawało później doktorantami i robiło kariery naukowe.
A zaczynało się od pracy zaliczeniowej z literatury romantyzmu czy pozytywizmu
odczytanej w toruńskim Maiusie. Parafrazując słowa Goethego, zaczyna się nowa
era w historii polonistyki, a Dziewiętnastowieczni mogą powiedzieć: my tam
byliśmy!
Kamil Mikietyński
Nagrody pierwszego stopnia:
Marta Baszewska, Romantyczny topos więźnia. Więzień samotny Michała Budzyńskiego
Jakub Osiński, Faust Johanna Wolfganga von Goethego w zwierciadle Nie-boskiej komedii oraz Irydiona Zygmunta Krasińskiego
Kamil Szczepanik, Interpretacja sonetu Nieznajomy Józefa Łapsińskiego
Katarzyna Czernic, W podwójnym uścisku - o postaciach kobiet w Na skałach Calvados Antoniego Sygietyńskiego
Kamil Szczepanik, Złe wychowanie - czyli jak pedagogika przenika się z literaturą w noweli Adolfa Dygasińskiego pt. Bracia Tatarzy
Nagrody drugiego stopnia:
Marta Arentewicz, Życie w szkatułce zamknięte. Analiza i interpretacja utworu Panna Antonina Elizy Orzeszkowej
Dagmara Grzywińska, Na pograniczu Bolesława Prusa. Czy wybitny pisarz jest antysemitą?
Klaudia Przymirska, Analiza i interpretacja utworu Aleksandra L. Dunin-Borkowskiego pt. Kochałem
Wyróżnienia:
Sylwia Ciesielska, Analiza i interpretacja utworu Tomasza Augusta Olizarowskiego pt. Los mój
Katarzyna Czernic, Nieromantyczny sonet Józefy Prusieckiej Wolę nisko
Kinga Robak, Postać starej panny w Nad Niemnem Elizy Orzeszkowej i Emancypantkach Bolesława Prusa
Nagrody przyznawały komisje obradujące w składzie:
prof. dr hab. Grażyna Halkiewicz-Sojak
prof. dr hab. Maria Kalinowska
prof. dr hab. Ewa Owczarz
dr Paulina Abriszewska
dr Bogna Paprocka-Podlasiak
dr Mirosława Radowska-Lisak
Muzyka gra na uczuciach
Po ciężkim
przedsesyjnym tygodniu, gdy dzień się już był wyniósł dawno, a słońce świeciło
wesołe i palące, postanowiliśmy wybrać się nad morze.
Gdynia. Pół godziny
do spektaklu. Niektórzy pobiegli na plażę, żeby zrobić parę zdjęć. Tłum przed
wejściem. Odebraliśmy swoje bilety, posłuchaliśmy narzekań paru osób na
wylosowane przez siebie miejsca na widowni i wspiąwszy się po schodach,
usiedliśmy na balkonie.
Na czarnej scenie
leżało kilkanaście białych worków. Zgasły światła. Rozbrzmiała muzyka. Zza
kulis wybiegli chłopi, załadowali worki na wozy, gdzieś je zwieźli i zaczęli
tańczyć i śpiewać.
Przed naszą gdyńską
wyprawą, trudno mi było wyobrazić sobie, w jaki sposób czterotomową powieść,
którą w liceum męczyło się przez kilka miesięcy i najczęściej rezygnowało w
połowie Jesieni, można było przerobić
na porywający musical. Jak jednak pisał reżyser spektaklu, Wojciech
Kościelniak: „powieść Chłopi aż kipi
od polskiej wspaniałej ludowej muzyki. Mieni się kolorami barwnych kostiumów i
fantastycznych tańców”. Teraz wydaje mi się to oczywiste. Z tekstu Reymonta
wydobyto to wszystko i przeniesiono na scenę z prawdziwym mistrzostwem. Wiele
fragmentów wpada w ucho, zapamiętuje się je, a po powrocie z teatru ma ochotę
wysłuchać jeszcze przynajmniej parę razy z nagrań umieszczonych w Internecie.
Chłopi Reymonta to dokument socjologiczny, ale
także znakomite studium psychologiczne. Porządek życia lipeckich chłopów
wyznaczają natura i religia. Najważniejszą osobą we wsi zdaje się nie dziedzic,
nie wójt ani nawet nie Boryna – tylko ksiądz przechadzający się po całej
scenie, napominający swoich parafian i gromiący ich z trochę groteskowo wyglądającej
ambony na kółkach.
Weselno-jarmarczny,
sentymentalny, w końcu także dekadencki – tak można by w skrócie określić
gdyńskich Chłopów. Skoczne ludowe
tańce mieszają się tu z ciężką pracą, weselny przepych z żebraczą biedą. Po
spokojnym Cicho… ciepło… sennie
pojawia się żywe Na jarmarku w Tymowie,
a później jeszcze smutna modlitwa Jezusiczku,
Panie miłosierny. Muzyka gra na uczuciach. Kiedy Jagna po wyjściu na środek
sceny, mówi łamiącym się głosem: „żyją kiej dziedzice. Takim to dobrze. Po
pokoju chodzą. W cieple siadają. Na kanapach się wylegują. A ludzie na nich
robią” – w widzu może to budzić skojarzenia z całą sentymentalną tradycją, z
tekstami Karpińskiego, Koźmiana, Bogusławskiego zwracającymi uwagę na krzywdy
uciskanych chłopów. A ludzie niech na
mnie robią! – wyśpiewuje Jagna marzenie niejednego człowieka bez względu, w
jakich by żył czasach.
Czy tę historię można
jednak nazwać dekadencką? Z jednej strony mamy Jagnę – jednostkę wyróżniającą
się z tłumu, niepasującą do środowiska, która wyrokiem gromady zostaje
wypędzona z wioski. Mamy ponoszącego klęskę Borynę i ostatecznie zrezygnowanego
Antka. Z drugiej zaś strony w tym świecie po zimie zawsze przychodzi wiosna – a
to już daje jakąś nadzieję.
Karolina Trębacz,
odgrywająca rolę Jagny, mówiła w jednym z wywiadów, że spektakl jest bardzo
prosty w odbiorze, żywy, kolorowy… jest miłość, są zdrady. Prawdę
powiedziawszy, dopiero po obejrzeniu i wysłuchaniu gdyńskiego spektaklu
naprawdę doceniłem rolę Reymonta w światowej literaturze i nabrałem ochoty, by
powrócić do porzuconej dawno i już zakurzonej powieści – zaszufladkowanej jako
jedna z nudnych szkolnych lektur. Dopracowana scenografia i stroje, wspaniała
muzyka, utalentowani aktorzy i opowieść nagrodzona literackim Noblem – to
wszystko złożyło się na spektakl, który zajął już ważne miejsce w historii
polskiego musicalu.
Jeszcze tylko jedna sprawa.
W recenzjach odnaleźć można porównanie do Nędzników
– z rewolucją i serią nieszczęśliwych miłości na scenie. Porównanie zdaje się
trafne, ale sformułowane w taki sposób, że umniejsza znaczenie gdyńskich Chłopów. Mówienie o nich jako polskich Nędznikach gryzie się raczej z
komentarzem Wojciecha Kościelniaka, jaki można odnaleźć na stronie teatru: „Żyjemy
w czasach, gdy narody szukają swojej odrębności, my też zaczynamy chwalić się
tym, co jest nasze i niepowtarzalne”.
Byliśmy w Muzycznym,
widzieliśmy Chłopów – dokładnie
dziewięć miesięcy po ich premierze w zmodernizowanym budynku teatru. Wybierzcie
się kiedyś do Gdyni, ludzie kochane! Zobaczycie współczesną Polskę w ludowym
stroju sprzed wieku. Zobaczycie siebie.
Teatr Muzyczny im. D. Baduszkowej w Gdyni
Chłopi Reymonta
Reżyseria i adaptacja: Wojciech Kościelniak
Muzyka i kierownictwo muzyczne: Piotr Dziubek
Teksty piosenek: Rafał Dziwisz
Scenografia i animacje: Damian Styrna
Choreografia: Ewelina Adamska-Porczyk
Kostiumy: Katarzyna Paciorek
Kamil Mikietyński
czwartek, 22 maja 2014
Wieczyście małoletnie, co
właściwie oznacza to sformułowanie? Obecnie wywołuje pozytywne skojarzenia, przywodzi na myśl młodość, urodę i beztroskę. Te wyobrażenia
zmienią się diametralnie, jeśli wspomniany termin odniesiemy do epok poprzedzających XIX w.
Dlaczego? Ponieważ wtedy odmawiano kobietom prawa do dojrzałości intelektualnej oraz obywatelskiej.
Wiek „pary i elektryczności” stał się przełomowym dla płci pięknej, gdyż
zaczęły pojawiać się pierwsze organizacje feministyczne. Kobiety wypowiedziały
wojnę stereotypom na temat ich wiecznej infantylności, zaczęły walczyć o swoje
prawa. Właśnie taką tematykę poruszał wykład p. dr Anety Niewęgłowskiej, który
odbył się 16 maja w Collegium Maius.
Jako jedna ze słuchaczek owego wystąpienia, muszę
przyznać, że największe zainteresowanie wzbudziły ciekawostki związane z
przesądami na temat kobiet. Dowiedzieliśmy się, że podczas ciąży kąpiel była niewskazana, ponieważ obawiano się, że woda przeniknie przez skórę matki i uszkodzi płód. Woda była złem koniecznym, mycie całego ciała miało miejsce raz w roku, w okresie poprzedzającym Wielkanoc.
Już w Starym Testamencie możemy spotkać się z niesprawiedliwym traktowaniem kobiet. Podczas wykładu za przykład posłużył fragment, w którym jest mowa o zdradzie małżeńskiej. Mężczyzna, który cudzołoży z mężatką, nie grzeszy wobec swojej żony, ale wobec męża swojej kochanki. Oświecenie można nazwać momentem przełomowym, gdyż w tym okresie pojawił się pogląd głoszący równość obu płci. Równolegle dochodziły do głosu spostrzeżenia, zgodnie z którymi kobiety i mężczyźni uzupełniają się wzajemnie. Wcieleniu tych idei w życie pomogła rewolucja francuska, w której to kobiety brały czynny udział. Zatwierdzone wtedy akty zezwalały na dziedziczenie majątku w linii żeńskiej. Niestety, najważniejsze dokumenty nie poruszały kwestii kobiecej, ich status prawny pozostał niezmienny. Kodeks Napoleona również nie zniósł nierówności płci. Przez te wszystkie lata kobiety były wieczyście małoletnie – przez całe życie nie odpowiadały za siebie, zawsze znajdowały się pod męską opieką. Co ciekawe, matki nie miały praw rodzicielskich, wszelkie decyzje podejmował za nie mąż.
A co z rozwodami? Czy kobiety mogły zażądać zakończenia małżeństwa? Tak, ale tylko po dowiedzeniu niewierności męża. Jeśli w jednym domu nie mieszkała żona z kochanką, to nie można było mówić o zdradzie. Oczywiście kobietom nie trzeba było udowadniać winny, w ich przypadku wystarczyło tylko posądzenie. Gdzie tu sprawiedliwość?
Pierwsze prawa kobiet dotyczyły możliwości dziedziczenia przez nie majątku, dopiero później uzyskały prawa wyborcze. Wojny przyśpieszyły przemiany społeczne, ponieważ w czasie ich trwania pracująca kobieta nie należała do rzadkości.
Wykład uświadomił słuchaczom, a przynajmniej mi, że historia kobiet jest niezwykle potrzebna. To, że fakty historyczne wspominają tylko o mężczyznach, wcale nie świadczy o braku przemian w świadomości i życiu kobiet. Ich walka o prawo do dojrzałości zasługuje na naszą pamięć. Dlatego właśnie uważam, że tego typu wykłady są niezwykle potrzebne.
Już w Starym Testamencie możemy spotkać się z niesprawiedliwym traktowaniem kobiet. Podczas wykładu za przykład posłużył fragment, w którym jest mowa o zdradzie małżeńskiej. Mężczyzna, który cudzołoży z mężatką, nie grzeszy wobec swojej żony, ale wobec męża swojej kochanki. Oświecenie można nazwać momentem przełomowym, gdyż w tym okresie pojawił się pogląd głoszący równość obu płci. Równolegle dochodziły do głosu spostrzeżenia, zgodnie z którymi kobiety i mężczyźni uzupełniają się wzajemnie. Wcieleniu tych idei w życie pomogła rewolucja francuska, w której to kobiety brały czynny udział. Zatwierdzone wtedy akty zezwalały na dziedziczenie majątku w linii żeńskiej. Niestety, najważniejsze dokumenty nie poruszały kwestii kobiecej, ich status prawny pozostał niezmienny. Kodeks Napoleona również nie zniósł nierówności płci. Przez te wszystkie lata kobiety były wieczyście małoletnie – przez całe życie nie odpowiadały za siebie, zawsze znajdowały się pod męską opieką. Co ciekawe, matki nie miały praw rodzicielskich, wszelkie decyzje podejmował za nie mąż.
A co z rozwodami? Czy kobiety mogły zażądać zakończenia małżeństwa? Tak, ale tylko po dowiedzeniu niewierności męża. Jeśli w jednym domu nie mieszkała żona z kochanką, to nie można było mówić o zdradzie. Oczywiście kobietom nie trzeba było udowadniać winny, w ich przypadku wystarczyło tylko posądzenie. Gdzie tu sprawiedliwość?
Pierwsze prawa kobiet dotyczyły możliwości dziedziczenia przez nie majątku, dopiero później uzyskały prawa wyborcze. Wojny przyśpieszyły przemiany społeczne, ponieważ w czasie ich trwania pracująca kobieta nie należała do rzadkości.
Wykład uświadomił słuchaczom, a przynajmniej mi, że historia kobiet jest niezwykle potrzebna. To, że fakty historyczne wspominają tylko o mężczyznach, wcale nie świadczy o braku przemian w świadomości i życiu kobiet. Ich walka o prawo do dojrzałości zasługuje na naszą pamięć. Dlatego właśnie uważam, że tego typu wykłady są niezwykle potrzebne.
Klaudia Przytuła
Subskrybuj:
Posty (Atom)













